sobota, 23 stycznia 2016

Zażółć gęślą jaźń

normal bold italic underline strike

piętnastoletnia narzeczona Jespera Arryna
jedyna córka lorda Harrenhal

Życie z nazwiskiem Baelish nigdy nie należało do najprostszych, a żeby znaleźć powód tych trudności, wystarczyło sięgnąć okiem sto lat wstecz. Petyr Baelish, człowiek, który wzniósł swój ród wysoko i którego sekrety ujrzały światło dzienne dopiero po jego śmierci, co sprowadziło na cały ród gniew pozostałej części Westeros. Nikt nie podejrzewał, że człowiek zwany Littlefingerem wykaże się takim sprytem, że wystarczy kilka jego słów, by przejąć władzę nad Orlim Gniazdem, uśmiercając Jona Arryna i jego żonę Lysę. Nikt nie wierzył, że będzie miał on tak wielki wpływ na przebieg wojny o Żelazny Tron, że będzie skutecznie eliminował niepotrzebnych graczy. Petyr Baelish bez problemów grał na kilka frontów jednocześnie, realizując swoje własne plany i pnąc się coraz wyżej. Dopiero gdy wojna o Żelazny Tron dobiegła końca, osiadł w Harrenhal i znalazł sobie żonę: Sheilę z rodu Ironsmith. Sama Sheila zmarła niedługo później, wydając na świat dziedzica Harrenhal. O pochodzeniu Meryna Baelisha powstały historie, które słyszy się do dziś: że tak naprawdę nie był on synem Sheili Baelish, a Sansy Stark, która, jeśli wierzyć plotkom, uwiodła samego Littlefingera.
Seren doskonale zna wszystkie te historie i krzywi się za każdym razem, gdy słyszy, że piękno i szlachetność rysów odziedziczyła właśnie po Starkównie. Często powstrzymuje pchający się na usta wybredny komentarz na temat wierności członków innych rodów, ale przecież to ona pochodzi od mężczyzny, który zainwestował w burdele. Gdyby tylko miała taką możliwość, najchętniej zmieniłaby nazwisko, bo chociaż stara się dumnie unosić głowę za każdym razem, gdy ktoś mówi "Baelish", wcale nie czuje się z tym komfortowo. Czasami wyobraża sobie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby urodziła się na gorącym południu, jako córka któregoś z dornijskich lordów; w takich chwilach gani samą siebie za dziecinność, bo jako przyszła żona nie powinna myśleć o takich głupotach.
Nie czuje się dobrze wśród innych dam, jako że nie może pochwalić się nienaganną sylwetką czy dojrzałą urodą. Strojami i fryzurą stara się zakryć wszystkie niedoskonałości i jednocześnie wystrzega się mody południa, bo nie chce, by którykolwiek lord zauważył ze śmiechem, że potomkini właściciela burdeli sama zaczęła się szkolić w jego przybytkach. Robi wszystko, by poprawić nieprzychylną opinię o Baelishach, ale dla niej jest to o wiele za trudne zadanie; wszyscy doszukują się ze strony jej rodziny kolejnych podstępów. Nie ma co liczyć na zaufanie, w jej sytuacji uroczy uśmiech nie pomoże. Mimo wszystko, stara się jak najlepiej wykorzystać własny intelekt i doradzać ojcu, pomimo że jest kobietą i jej zadaniem ma być haftowanie i śpiewanie, o czym regularnie przypominają jej bracia. Chociaż stara się oddzielić od Petyra Baelisha grubą kreską, odziedziczyła po nim spryt i sama nie wie, co z tym fantem zrobić. Nie uśmiecha jej się uczestniczenie w walce o Żelazny Tron, bo nie uważa tej gry za wartej świeczki, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że im bliżej króla się znajdzie, tym bezpieczniejsza będzie pozycja jej rodu. Może właśnie dlatego tak często podróżuje do Królewskiej Przystani w nadziei, że znajdzie tam jakiegoś wysoko postawionego głupca, który byłby gotowy się z nią ożenić.
Seren, chociaż sama nie zdaje sobie z tego sprawy, uznała, że jej zadaniem jest wspomóc ród w krwiożerczej walce o władzę i pieniądze, tym samym dobrowolnie biorąc na siebie wielką odpowiedzialność. Chociaż nikt jej o to nie prosił, spędza całe dnie, studiując historię Westeros i ucząc się na błędach wcześniejszych pokoleń. Jednocześnie wysłuchuje wszelkich wieści z reszty kontynentu i uważnie obserwuje rozwój wypadków. Wyciągnęła wiele wniosków z własnych obserwacji, chociażby to, że Róża skutecznie manipuluje Jeleniem, tym samym przejmując władzę w Siedmiu Królestwach. Jedynie kwestią czasu jest bunt Targaryenów i kolejna próba odzyskania przez nich tronu. Do tego dochodzi niezadowolenie Martellów, którzy od dłuższego czasu rozglądają się za nowymi sojusznikami. Dla panny Baelish jasne jest, że władza Baratheonów wisi na włosku i wystarczy najmniejsze potknięcie, by wywołać kolejną krwawą wojnę. Chociaż sama Seren nie rozumie potrzeby posiadania władzy, boi się, że tak zatraci się w sprawach politycznych państwa, że sama tej władzy zapragnie. Tym bardziej, że ostatnimi czasy coraz mocniej interesuje się truciznami i wie sporo na ich temat. A przecież nie chce być kolejnym Petyrem, który otruje króla, prawda?

2 komentarze:

  1. Nie jestem Aerysem — powtarzasz sobie każdego dnia, gdy tylko otworzysz oczy. Właśnie wtedy, z uśmiechem na ustach, przyglądasz się niewielkim drobinkom kurzu tańczącym w porannych promieniach słońca i myślisz, że przecież jesteś całkowitym przeciwieństwem swojego szalonego przodka. Wstajesz i wraz z pomocą służek ubierasz jedną z tysiąca sukien, które tylko na ciebie czekają, regularnie odświeżane i szyte przez najlepszych krawców w całym Westeros. Kochasz dotykać delikatnego materiału, z którego są wykonane i potrafisz godzinami podziwiać bogate hafty na rękawach. Wodząc opuszkami palców po gorsecie, pozwalasz służkom zająć się twoimi włosami. Uwielbiasz ich jasny kolor, nieraz przyglądasz się im w blasku słońca, gdy mienią się na złoto. Lubisz, kiedy muskają twoje odkryte plecy, kiedy delikatnymi falami opadają na ramiona i kiedy splatasz je w wysokiego koka, zostawiając luźno kilka pasemek. I potem spoglądasz w lustro w bogato zdobionej ramie, i z zachwytem przyglądasz się dziewczynie o jasnych oczach i różowych ustach. Widzisz, że jesteś piękna i cieszysz się z tego każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Voś sprawdzam, więc będzie dużo pisajania. Marlena McKinnon

    OdpowiedzUsuń